O wczesnych komputerach, historii programowania i sztuce okołokomputerowej. Paweł Janicki – wywiad. Cześć 1.

Mówiąc o sobie używasz określenia artysta medialny. Jakie różnice widzisz pomiędzy sformułowaniem artysta medialny a artysta używający medium?

Właściwie to cała sztuka współczesna jest w jakiś sposób medialna. Tzn. media elektroniczne są wszędzie i właściwe niezależnie od tego co się robi – czy jest się muzykiem, rzeźbiarzem czy tancerzem – to na pewnym etapie w jakiś sposób używa się mediów elektronicznych – jeśli nie do dystrybucji czy zapisu, to do archiwizacji czy przygotowania jakichś projektów. Więc jeśli wszyscy tych mediów elektronicznych używają, to co to właściwie znaczy, że ktoś jest medialnym artystą? Mi też nie chodzi o to, żeby kogoś wykluczyć z bycia artystą medialnym albo żeby tworzyć jakieś własne kategorie i się ich kurczowo trzymać – niby po co? Właściwie są artyści, którzy tych mediów używają – są to prawie wszyscy oraz tacy, którzy są właśnie medialni – to jest takie węższe znaczenie, które dotyczy tego, że artysta z medium pracuje  – i albo tworzy własne, albo korzysta z istniejącego, ale w taki sposób – powiedzmy – nie konsumencki, np. je sabotuje. I mniej więcej do tego sprowadza się to o czym mówimy – czyli taka różnica między artystą medialnym, a używającym medium tak naprawdę leży w głębokości podejścia do niego.

Twoja sztuka związana jest przede wszystkim z językiem programowym, czy mógłbyś powiedzieć o swoich doświadczeniach z nauką języka programowego i ogólnie programowania  na wczesnych komputerach?

Pierwszymi komputerami,  z którymi się zetknąłem były tzw.  8-o bitowce. I faktycznie była to pierwsza fala komputerów domowych, które nie stały w jakichś wielkich studiach eksperymentalnych czy laboratoriach. I pierwszymi komputerami, z którymi miałem styczność były  ZX Spectrum, a potem Commodore 64 . Natomiast pierwszym, jaki miałem na własność była AMIGA. Jeśli chodzi o 8-o bitowce, to oczywiście ze współczesnej perspektywy były one szalenie toporne – możliwości graficzne czy muzyczne były dość śmieszne – ale jednocześnie dawały już pewne pole do popisu. Poza tym były to urządzenia, które dawały się programować – i to jest rzeczywiście istotne, gdyż było to coś nowego. A więc narzędzie, którego nie tylko się używa „po prostu”, ale takie narzędzie, które można częściowo zaprojektować, które może być jakby naszym agentem i coś za nas później wykonać (albo skomplikowane obliczenia, albo np. wykonywać pewne decyzje za nas). Wydaje mi się, że było to interesujące i tak naprawdę było tym, co w największej mierze przyciągało ludzi do jakichś eksperymentów ze sztuką i z komputerami. Komputer stanowił radykalnie nowe narzędzie pod względem intelektualnym tzn. nie ważne było to czy ono potrafiło malować obrazek czy wydawać jakiś dźwięk. Ważne było to, że potrafiło posługiwać się prostą inteligencją i właśnie było tym agentem, który za nas coś robił. I jeśli chodzi o programowanie tych maszyn to trzeba powiedzieć, że były to dosyć toporne sprzęty i właściwie niewiele rzeczy można było wykonywać w czasie rzeczywistym. Wynikało z tego zainteresowanie określonymi rzeczami wśród artystów, np. teorią fraktali. Było to bardzo ciekawe, gdyż ograniczenia pierwszych dostępnych komputerów sprawiały, iż za każdym razem należało bardzo dokładnie przemyśleć to, co akurat chciało się zrobić. Praca z taką maszyną  początkowo była  czysto intelektualna. Większość prac była wtedy  linearna – animacja albo próby pisania jakiejś nietypowej muzyki – akurat wtedy rozpowszechniła się większość języków programowania dotyczących dźwięków. Wyjątkiem od tych struktur offline’owych, które wówczas dominowały była tzw. demoscena – ale to właściwie było takie pogranicze świata sztuki i jakiegoś takiego undergroundu technologicznego. Demoscena była środowiskiem ludzi, którzy zajmowali się badaniem granic możliwości ówczesnych komputerów. I bardzo często byli to wybitni, na ogół domorośli programiści, którzy wyciskali ze swoich komputerów takie rzeczy, jakie nie śniły się nawet ich producentom. Demo w sensie demonstracji umiejętności własnych albo komputera było takim odpowiednikiem stylu wirtuozowskiego w muzyce. Więc to demo z założenia musiało działać w czasie rzeczywistym. I to był wyjątek od tej reguły. Myślę, że to co zostało jeszcze z tych 8-o bitowych komputerów to kwestia dotycząca strategii interakcji. Bo właściwe innymi aplikacjami na te komputery ( które znowuż nie były linearne) były gry. I rola gier była szczególnie nieoceniona jako baza do artystycznych działań. Dopiero potem jednak okazało się, że te strategie komunikacji, które wypracowano w grach właściwie są takimi podstawowymi modelami strategii interaktywnych – i to jest taki temat, którego chyba też do tej pory nikt nie opracował.

Czy można powiedzieć, że nasza sztuka była oryginalna i odróżniała się czymś specyficznym od sztuki okołokomputerowej zachodniej?

Myślę, że jeśli w ogóle chodzi o sztukę mediów, to na pewno ta sztuka z bloku wschodniego miała swoje szczególne cechy i pewnie można byłoby rozprawiać na ten temat miesiącami. Sztuka, która związana była z komputerami mogła rozwijać się właściwie tylko o tyle, o ile jakiś kontakt z szerszym światem istniał – bo było trzeba ten sprzęt skądś zdobyć. I akurat komputery przeciekały do nas stosunkowo późno i w niewielkiej liczbie. Była to oczywiście sztuka niskich budżetów i też niskiej technologii. Nie było wielkich centrów, które wspierały tego rodzaju działania – wyjątkiem jest tu chyba Studio Eksperymentalne Polskiego Radia. A czy tematycznie było jakoś inaczej? Trudno jest mi powiedzieć… . Gdyby tak odsiać wykorzystanie komputera na przykład jako maszyny, która poszerza możliwości telewizji – tak było na przykład w większości z AMIGĄ– to okazałoby się, że tych artystów było niewielu. AMIGI w większości pracowały w studiach telewizyjnych albo wśród artystów, którzy zajmowali się takim poszerzonym wideo z efektami cyfrowymi – ale też jakby nie o to chodzi. Wojciech Bruszewski, który działał wcześniej w Warsztacie Formy Filmowej bardzo wcześnie zainteresował się sprzętem elektronicznym.  Nabył on czy w jakiś sposób wszedł w posiadanie komputera AMIGA – a to był szczególny komputer, bo oprócz tego że dawał się  integrować ze sprzętem telewizyjnym, to był to pierwszy komputer, który stanowił samodzielną stację roboczą – tzn. potrafił generować bardzo dobrej jakości dźwięk, odtwarzać sample – co było wówczas w Polsce kompletnie rewolucyjne. Pod tym względem AMIGA była przełomowa. Poza tym miała również możliwości graficzne – zresztą olbrzymie jak na tamte czasy. Bruszewski zaczął eksperymentować z AMIGĄ idąc jednocześnie w dwóch kierunkach tzn. zarówno konstruując własne technologie, które mu umożliwiały różne rzeczy, jak też tworząc prace oparte o wykorzystanie AMIGI. I myślę, że jego realizacje były tak naprawdę niesamowicie uniwersalne. I to by raczej wskazywało, że te treści które się stosunkowo łatwo za pomocą cyfrowej technologii przekazuje, są treściami uniwersalnymi. Jakby tak szukać przykładów, to bardzo ciekawą pracą Bruszewskiego jest oczywiście Radio Ruiny Sztuki. Działanie to polegało na tym, że była to rzeczywiście w pełni automatyczna rozgłośnia radiowa, która działała w Berlinie. Otóż treścią audycji, która była non stop tam nadawana był Infinitive talk – zbiór cytatów o nieskończoności różnych filozofów podawany w formie dialogu, który rozpisany był na dwa syntezatory mowy – męski i kobiecy. No i oczywiście Bruszewski zaprogramował AMIGĘ do tego celu, żeby te dwa syntezatory mowy tam funkcjonowały. AMIGA syntezator mowy miała wbudowany – i to też było takim novum technologicznym.Bruszewski wykorzystał medium zcentralizowane, starej daty i nowsze w postaci komputera – to było bardzo interesujące. Wojciech Bruszewski  bardzo mocno pracował również nad tym aby wygenerować technologię, która pozwalałaby mu na tworzenie prac w pełni wykorzystujących możliwości nowych mediów. Myślę, że istotnym jest tu również fakt,  iż Bruszewski pracował również nad technologiami, które lokalizowały komputery i medialność w kontekście polskim. Dominującym wówczas problemem był kłopot z pisaniem na komputerach po polsku – urządzenia te po prostu nie posiadały polskich znaków. Bruszewski był autorem pierwszego standardu polskich znaków komputerowych, który przyjął się szerzej niż lokalnie. Ale tak naprawdę pierwszym standardem znaków polskich dla AMIGI był tzw. standard księdza Pikula. Duchowny o nazwisku Pikul opracował własny standard polskich znaków, a co więcej shakował niesamowitą ilość sterowników do drukarek. Dzięki temu można było nie tylko pisać na ekranie, ale też drukować –  co było naprawdę niesamowitym osiągnięciem. Ten standard księdza Pikula funkcjonował bardzo długo – do momentu aż okazało, że cześć znaków, jakie zostały przez niego umieszczone (zamiast znaków innego rodzaju) nadpisuje litery francuskiego alfabetu. Bruszewski świetnie znał francuski i często pisał w tym języku , dlatego też musiał opracować własny system – taki, który pogodziłby i język polski i język francuski – taki też język opracował. Środowisko amigowców zorganizowało konferencje połączoną z mediacją pomiędzy księdzem Pikulem a Bruszewskim, dzięki czemu  ksiądz Pikul zgodził się shakować wszystkie sterowniki jeszcze raz, tak aby dostosować je do języka zaproponowanego przez Bruszewskiego. W ten sposób właśnie standard Bruszewskiego się upowszechnił. Czyli wracając do tematu – można powiedzieć, że ta tematyka sztuki okołokomputerowej była dosyć uniwersalna.  Okazywało się, że tak naprawdę artyści opracowywali technologię, której nie byli w stanie dostarczyć np. ludzie przemysłu, nie mówiąc o politykach, którzy w dużej mierze blokowali dyfuzję technologii w  społeczeństwie. To właściwie artyści realizując swoje bardzo progresywne projekty, przy okazji niejako tego wyrażania się, zastępowali brakująca infrastrukturę technologiczną.

Jak to było z dostępnością sprzętu?

Dostępność technologii w Polsce mniej więcej do ‘89 roku była zerowa. Tak naprawdę wszystkie takie technologiczne artefakty pojawiały się na drodze przemytu – bardzo rzadko było inaczej. Oczywiście istniały konstrukcje elektroniczne, cyfrowe, komputerowe polskie takie jak: Elwro, komputery ODRA – ale one miały niewielkie zastosowanie jako urządzenia dla twórców. Po pierwsze było ich niewiele, pod drugie miały małe możliwości – nazwijmy to – medialne, w sensie generowania obrazu i dźwięku. Troszeczkę nie wiadomo było co one potrafią – ale muszę przyznać, że jak już dostało się w ręce taką maszynę – to było to bardzo mocne przeżycie. ZX Spectrum był oczywiście kompletnie amatorskim czy hobbystycznym komputerem, ale w polskich warunkach bywał wykorzystywany do różnych celów – nawet dość poważnych – bo i naukowcy na nim pracowali. Stosowany był również do działalności wywrotowej. Mianowicie było coś takiego jak undergroundowa telewizja, która używała nadajnika podczepionego – zdaje się – na balonie meteorologicznym. Cała ta telewizja była jakby dziełem naukowców oraz ludzi pracujących w różnych instytucjach, którzy mieli dostęp do różnych, ciekawych urządzeń. Ludzie ci skonstruowali własny nadajnik telewizyjny, do którego software napisany był na komputerze ZX Spectrum właśnie. Cała ta akcja polegała na tym, że ich system wczytywał sygnał telewizyjny nadawany przez telewizję – jedyną wówczas państwową – i dodawał do transmisji własne teksty, np. „Solidarność”. Taki znak robił niesamowite wrażenie i nie był brany jako żart – bo tego typu elementów na ekranie nie było. Ja, pracując – może to zbyt mocno powiedziałem – ale uczyłem się programowania na tym ZX Spectrum i PC, a kiedy zdobyłem swoją AMIGĘ, okazało się, że jest to komputer o radykalnie innych możliwościach. Generalnie zupełnie inna była formuła generowania dźwięku – tak jak powiedziałem wcześniej – dźwięki można było tworzyć już nie tylko syntetyzując takie bardzo proste tony, ale również używając zdygitalizowanego, zsamplowanego dźwięku – zafascynowało mnie to i przerzuciłem się z grania na instrumencie akustycznym na komputer.

Związek obrazu z dźwiękiem.

Komputery, które się wtedy pojawiły były urządzeniami umożliwiającymi tworzenie prac łączących obraz i dźwięk w warunkach domowych. Trzeba powiedzieć, że sztuka łącząca obraz i dźwięk, nie jest niczym szczególnym – bo i teatr jest czymś takim. Więc z komputerami było na tyle ciekawie, że można było pracować w warunkach domowych – samodzielnie, czasami jednoosobowo. Można było wykonywać pewne przekształcenia na materiale audio i wideo, które trudno było zrealizować w inny sposób. I jeśli chodzi o atrakcyjność komputera to była ona  związana z możliwością  integrowania bardzo rożnych mediów.  I teraz myślę, że ta atrakcyjność komputera polegała w dużej mierze na tym, że można było w łatwy sposób połączyć ze sobą fragmenty różnych mediów, nagrać coś kamerą, zdigitalizować, dołożyć do tego kawałek muzyki czy dodać tekst. To jest bardzo proste – zresztą bardzo dobrze, że jest proste – daje to pewnie dużo zabawy. Ale przez to, że jest tak proste to w sposób naiwny pchnęło popularność sztuki medialnej wśród twórców dalej, co jest w jakiejś mierze pustym zabiegiem – za nim nie zawsze coś stoi i właściwie – ponieważ mnie to nigdy nie interesowało – zacząłem iść w stronę programowania. Głównie dlatego żeby podejść do tego zagadnienia od innej strony i w moim przypadku bardzo długo było tak, że to programowanie miało tylko jeden wyraz – poprzez dźwięk. Z programowania powstawał dźwięk. Wielu artystów wideo, którzy posługiwali się kamerą w sposób dość intuicyjny – można oczywiście bardzo skupić na naturze tego medium, ale można się nim posługiwać dość bezrefleksyjnie i często tak bywa. Więc wielu artystów wideo sięgnęło po komputer jako maszynę, która dodawała różne efekty do obrazu i ułatwiała montaż – i tak jest do tej pory. Podobnie było z artystami dźwięku i innymi.

Na pierwszym festiwalu WRO w 1989 roku oprócz prezentacji realizacji ogólnoświatowych, zaprezentowane były również nowe technologie. Czy miało to wpływ na artystów polskich, którzy dostępu do takich urządzeń nie mieli?

To na pewno było jakieś okno na świat. Prezentacje technologii, też efektów jej działania – bo też takie były np. prezentacje filmów z efektami specjalnymi robionymi techniką komputerową – były dźwignią wyobraźni, która do czegoś popychała. Pojawili się artyści, którzy zaczęli różne ciekawe rzeczy nowymi mediami robić. Odchodząc od takich bezpośrednio technologicznych rzeczy myślę, że aplikacje technologii w sztuce, czyli konkretne prace pokazywane na WRO miały wielką siłę rażenia, dlatego że pokazywały, to że medium może być własnością twórcy i odbiorcy – nie musi być własnością no systemu politycznego, w którym funkcjonujemy – a to było wtedy odkryciem. Na początku lat 90. jeszcze naprawdę było odkryciem i po prostu wymagało jakiegoś przyswojenia wręcz. Wiązało się to również np. z tym że WRO wchodziło w kooperację z telewizją polską i np. generowaliśmy wydarzenia – głównie performance – które odbywały się i jednocześnie były transmitowane przez telewizję. Myślę, że był to ewenement na skale światową aby jakakolwiek państwowa telewizja transmitowała performance i to w czasie niezłej oglądalności i to na cały kraj. Więc to był też jakiś fenomen i też pokazanie tej możliwości jakby odzyskania tej przestrzeni tego medium.

Zmiana dzięki mediom elektronicznym?

To jest tak, że właściwe każde medium, jakie się pojawia coś tam zmienia, coś przewartościowuje. Myślę, że medium elektroniczne samo w sobie nie ma takiego znaczenia, jak to że właściwie nowe medium się pojawia. Media elektroniczne dały możliwość bardzo łatwej reprodukcji obrazu i dźwięku, a także manipulacji na tych reprodukcjach  szybko i relatywnie niedrogo. Widać, że ten potencjał czysto technologiczny nie przekłada się na taką kinetyczna energię, która wywołuje jakieś realizacje. I właściwe teraz nie wiem czy te media elektroniczne cokolwiek zmieniły – to dzieje się na naszych oczach i jest dosyć trudno jakoś ogarnąć to w sposób uczciwy, z jakiejś perspektywy – której potrzebujemy.

Strona domowa artysty.

1)  Toruńskich astronomów SB zatrzymała w 1985 roku za to, że za pomocą nadajnika własnej konstrukcji wyemitowali w telewizji obrazy wzywające do bojkotu wyborów do sejmu. Świat obiegły informacje o aresztowaniu naukowców i skazaniu; więcej/more – http://kw.pl.eu.org(w rzeczywistości napisy powoli przesuwały się po ekranie)
technical dokuments – szczegóły techniczne, dokumentacja jest tu :  http://epsrv.astro.uni.torun.pl/~ep/S…
http://epsrv.astro.uni.torun.pl/~ep/S… Filmik z portalu youtube.com.

15.04.2010

Reklamy

One comment

  1. Kamo! Pawle! Dziękuję za wspaniały tekst o początkach sztuki digitalnej w Polsce. W sumie uświadamia mi to, że nie ma jakiegoś syntetycznego opisu a zagadnienia funkcjonują wciąż na obrzeżach historii np. historii filmu i video w polsce a postac Bruszewskiego w tym kontekście jest tak kanoniczna jak postać Robakowskiego w kontekście filmu i video.

    na koniec prezent mały:

    http://dl.dropbox.com/u/2305466/video/voytek.mpg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: