O twórczości, sztuce i wideo – rozmowa z Katarzyną Kozyrą

Jest Pani artystką znaną i rozpoznawalną. Dzięki swoim pracom zyskała Pani międzynarodowe uznanie i na stałe weszła do kanonu sztuki polskiej nurtu krytycznego. Jakie plany posiadała Pani jako studentka, rozpoczynająca swoją karierę? Jaka forma ekspresji była Pani najbliższa?

Skończyłam Akademię mając 30 lat, studiując na Akademii i ją kończąc raczej nie miałam świadomości i poczucia, że rozpoczynam jakąś karierę i raczej nie rozważałam siebie w kategorii artystki. Byłam raczej w zawieszeniu, a Akademia była jedynym miejscem, w którym czułam, że chcę wytrwać mimo wszystko. W trakcie studiów jeszcze, rozchorowałam się dość poważnie. Piramida pojawiła się jakoś znienacka – jako poważny pomysł na pracę dyplomową. Chciałam sprostać poważnemu zadaniu, jakim studentowi wydawała się praca, w wyniku której dostaje się dyplom dojrzałości. Zaangażowałam się w nią, bo miał sens, jak nigdy żaden projekt dotąd. Bo robienie prac będąc na Akademii do momentu roku dyplomowego nie miało dla mnie aż takiego sensu. Nie pamiętam nic o żadnej ulubionej formie ekspresji. Początkowo pewnie rzeźbienie, potem trochę fotografia, a wraz z przygotowywaniem pracy dyplomowej pojawiło się wideo, jako opcja zapisania procesu powstawania pracy i uwiarygodnienia tej pracy – nadania właściwego sensu powstającemu obiektowi. Proces w przypadku powstawania pracy Piramida Zwierząt był tak mocny, że w zasadzie zaczął dominować jako temat. Gotowa praca była, jak już wiele razy mówiłam, tylko końcowym efektem – trochę martwym. Wraz z Piramidą Zwierząt zrozumiałam, że nie interesują mnie poszukiwania formalne – czy to w rzeźbie, czy foto czy wideo – ale, że interesują mnie tematy, które można badać. Najbardziej takie, w które jestem w jakiś sposób uwikłana i te, które dotyczą mnie osobiście.

Źródło (link)

W jaki sposób atmosfera Kowalni wpłynęła na formę oraz treści Pani prac?

Myślę, że zasadniczo. Kowalski stawiał wysoką poprzeczkę, a jego pracownia była przeintelektualizowana, elitarna. W momencie, gdy do niej trafiliśmy, nasza grupa trochę tą bańkę rozsadziła – bo byliśmy dość liczni. Nagle do pustoszejącej pracowni przyszło aż sześć osób po pierwszym roku. Kowalski potrafił być złośliwy, trzymał dystans, ale wychwytywał, akceptował i pchał wszelkie zalążki indywidualnego myślenia i działania. Ćwiczenia z cyklu obszar wspólny i własny produkowały ciśnienie między działaniem indywidualnym i działaniem względem innych. W pracowni czułam się jak w jakimś kotle i poddana jakiemuś socjologicznemu eksperymentowi. Ponadto, zebrały się do kupy silne indywidualności i trzeba było wyłuskiwać z tych wszystkich wpływów siebie. Czerpać, a i owszem, ale również ustosunkowywać się i szukać własnych form i tematów. No i u Kowalskiego czuć było przyzwolenie na eksperyment i na ryzyko. Gotowy sformatowany produkt był raczej niemile widziany – to chyba tłumaczy problem formy i treści.

Nagranie wideo do Piramidy Zwierząt zostało dołączone później. Dlaczego?

Nagranie zostało zrobione, bo było częścią pracy, a nie dołączone na pokazie dyplomowym z obawy profesora przed skandalem. Ja uległam sugestii, by jednak zastąpić wideo tekstem. Na pokazie dyplomowym, wideo zostało zastąpione tekstem – istniało mniejsze prawdopodobieństwo, że tekst zostanie przeczytany przez gremium profesorskie – i nie został przeczytany z resztą. No, ale skandal wybuchł, bo tekst po czasie przeczytał ktoś inny, więc na jesieni już byłam nieźle straumatyzowana tempem i rozmachem burzy, która się rozpętała, jak i kierunkiem, jaki dyskusja czy raczej jej brak nabierał. Niebawem Piramida została ponownie eksponowana na pokazie dyplomów w Zamku Ujazdowskim. Bałam się pokazywać Piramidę, a co dopiero wideo, którego istnienie tak mocno działało na emocje. Dlatego też, tym razem zupełnie świadomiei z własnej woli go nie pokazałam. Przestałam myśleć racjonalnie, tak jak nieracjonalny był odbiór medialny pracy, a z resztą już nie było potrzeby pokazywania  wideo – i tak wszyscy wiedzieli, że to właśnie ten koń, którego kazałam uśpić i oskórować. Gdy minęły pierwsze emocje i udało mi się nabrać trochę dystansu – przedtem nie było to możliwe – pracę wystawiałam już tak, jak została wykoncypowana.

Czy nagranie to było pierwszym kontaktem z medium jakim jest wideo? Czy może już wcześniej używała Pani kamery?

Nie używałam, bo nie miałam własnej kamery, nie miałam też takiej potrzeby. W przypadku pracy dyplomowej pojawiła się taka potrzeba, by mieć zapis uśmiercania i preparowania konia, więc poprosiłam znajomych, którzy kamery posiadali – Marka Malinowskiego oraz Pawła Althamera – by uczestniczyli i dokumentowali.

Jak ustosunkowuje się Pani do medium, jakim jest kamera?

Jest świetnym narzędziem do rejestracji, mniej lub bardziej obiektywnym, alei super narzędziem do kreacji.

Jak ocenia Pani atmosferę przemian artystycznych po roku ‘89?

Była to atmosfera wrogości, ignorancji i złej woli – nie tylko zwykłych ludzi, ale również  tzw. inteligencji i tzw. ludzi kultury- nie wszystkich, ale większości. Atmosfera niechęci do artystów i ich wytworów.

Co/kto jest dla Pani inspiracją teraz i czy była taka osoba/rzecz w czasach studiów?

Jakoś tam w trakcie studiów inspirowaliśmy się nawzajem. Pewnie również trzewiowe tematy nurtujące Kowalskiego – takie  jak czy chciałbyś powrócić do łona matki czy co widzi trupa wyszklona źrenica – musiały i mogły mieć wpływ na mnie – i mnie denerwowały. Pewnie też Stajuda – jego choroba i śmierć, moja własna choroba, styczność z osobami starymi, chorymi. Anoreksja i śmierć jednej i drugiej przyjaciółki oraz przedwczesna śmierć byłego chłopaka. Także nie zawsze komfortowa sytuacja z zadaniami w pracowni Kowalskiego. Chamska nagonka medialna po dyplomie, opresyjny, manipulacyjny charakter mediów – nie mogę wybaczyć Gazecie Wyborczej, że nie dopuszczała ani moich, ani Kowalskiego czy Sitkowskiej tekstów, tłumaczących i broniących mnie oraz Piramidę. Wywleczenie mojej choroby w formie obrony, kompletna ignorancja społeczeństwa polskiego odnośnie tego, co dzieje się na świecie np. wojny w byłej Jugosławii. Chory katolicyzm, a jednocześnie chamski i zakłamany. Pchanie przez reklamy kultu konsumpcji i młodości – jednocześnie marginalizowanie i usuwanie z pola widzenia chorych, starych członków społeczeństwa. Chamski patryjarchat i wszem i wobec postrzeganie kobiety, jako kandydatki głównie do ruchania, homofobia, kulawy feminizm. Wszystko to nadal mnie wkurza, jednocześnie coraz silniej odczuwam zawężanie się pola wolności, czy pola nieokreśloności. Za bardzo wszystko jest wyspecjalizowane i sformatowane, jakoby dla ogólnego, czyli również i mojego dobra.

Źródło (link)

Co uważa Pani na temat najnowszej sztuki polskiej, a w tym dokonań młodych artystów?

Chyba brakuje wiary, że to nie sukces rynkowy jest wyznacznikiem wartości. Uważam, że generalnie zwiększyła się ilość artystów na niekorzyść jakości. Uważam też, że brakuje mocno zindywidualizowanych postaw, takich nie do podrobienia. Nie do porównania czy zrównania.

Zachęcam także do skorzystania z Filmoteka Muzeum, gdzie można obejrzeć kilka prac artystki. – LINK

 Wywiad zrealizowany na potrzebę pracy magisterskiej „Polska sztuka wideo w latach 1989-1995”.

Kama Wróbel

12 listopad 2009 r.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: