O wczesnej twórczości wideo Marty Deskur – wywiad.

W latach 80. twórczość Pani ogniskowała się na formie malarskiej. Dlaczego w latach 90. zwróciła się Pani w stronę wideo?

To prawda i nie prawda zarazem. Jak wiemy jest twórczość wystawowa, a czasami zdarza się twórczość, której się nie prezentuje publicznie. Zawsze miałam tendencje do obserwacji świata zewnętrznego – przetwarzając go w sobie wyrzucałam jakąś formę na zewnątrz. Prowadziłam interakcje ze społecznością, często przeprowadzałam wywiady, rozmowy. Do czasu, kiedy nie miałam kamery, nagrywałam te rozmowy na magnetofon, a obraz malowałam. Interesowało, pasjonowało mnie wszystko, co swoimi emocjami i umysłem odczuwałam, skupiałam sie na dwóch sferach – lapidarnie to ujmując na wnętrzu i zewnętrzu, na prywatności i publiczności, na tym, co trudno ujrzeć i na tym, co aż za bardzo widoczne, na domu i na ulicy. Interesowały mnie relacje moje z tym, co „obok” i tego „obok” pomiędzy sobą. Dokładnie w roku 1993 wróciłam do Polski. Nie miałam warunków na malowanie, więc kupiłam kamerę i kontynuowałam moje pasje obserwacji dalej. Okazało się, że praca z kamerą i aparatem jest dużo bardziej skuteczna  w formie, jaka mi wtedy odpowiadała. Rejestracja niepowtarzalnych zdarzeń, czy w formie ruchomej czy statycznej, były i są równie tajemne jak malowanie obrazów, a różnią sie jedynie ilością czasu. W obydwu przypadkach nasycenie emocji może być równe i z równie doskonałym skutkiem. Tylko ten czas trwania emocji w trakcie zdarzenia jest prawie że opozycyjny. Okazuje się, że setna sekundy aparatu może równać się kilkunastu dniom. I to jest bardzo pociągający paradoks. W moim mniemaniu jeszcze jednym paradoksem jest, że cała abstrakcja, jaką w formie malarstwa wykonywałam, jest w moim odczuciu dokładnie tym samym, co zdjęcie, na którym widoczne są jakieś postacie, sytuacje, wyrazy twarzy.  W obydwóch mediach możemy osiągnąć pewną dozę godności i potęgi, którą odczuwamy  i analizujemy, która nas powala.  Natomiast w fotografii i wideo jest jeszcze jeden aspekt, który mnie bardzo pociąga – to bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem. Malarstwo jest formą stricte samotną i medytacyjną, wideo i fotografia pociąga za sobą szybkość i kontakt fizyczny z otaczającą nas rzeczywistością. Ale które z nich jest prawdziwsze? Trudno powiedzieć.

Jakie cechy, w Pani mniemaniu, posiadało wideo, dzięki którym artyści rozpoczęli pracę z kamerą?

Wydaje mi się, że właśnie ta zbieżność czasu, czyli rejestracja danego momentu, który zawsze przemija. Czyli rejestracja pewnej przestrzeni zależnej od trzech wymiarów, gdzie czwartym staje się czas. Dla mnie podstawowym dziełem, które zrobiło dla mnie największe wrażenie to Budda siedzący naprzeciw swojego wizerunku w telewizorze Nam Jun Paik’a, a druga praca równie mocna to wideo – autoportret Johna Cage’a. Jest to rejestracja jego twarzy, która trwa  i trwa… .

Jak ocenia Pani atmosferę przemian artystycznych po ‘89 roku? Jak i aktywność krakowskiego środowiska artystycznego? Jakie tendencje i postawy, a także problemy artystyczne dominowały w tamtym okresie?

Mobilizuje mnie Pani do powrotu do przeszłości, tak zwariowanej i szalonej, jaką są początki twórczości dla osób, które kończą pewien etap edukacji. To były czasy, kiedy jeszcze w Polsce monopol na sztukę miały tylko nieliczne instytucje prywatne i państwowe, które można wyliczyć na palcach. Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, początki Łaźni w Gdańsku, Galeria Zderzak, nieco wcześniej Galeria Dziekanka, później Bunkier Sztuki  w Krakowie, ale wszystko w tych instytucjach zależało od tego, kto był dyrektorem, kuratorem etc. To były czasy, kiedy kształtowała się już bardzo konkretnie i z nutą nowoczesności rola kuratora. A zatem, zależało od tego gdzie, w jakiej instytucji, jaki kurator i jakie władze. To ludzie kształtowali środowisko, tak jak i teraz i zawsze, ale było nas mniej. Teraz jest przyspieszenie i powiększanie tego środowiska, i bardzo dobrze! Musi się nowe rodzić, podwójnie potrójnie, pomnażać ilość ludzi, którzy chcą się zajmować sztuką, jak i powinny się rodzić różne środowiska w całej Polsce oparte na różnorodności profili, by sztuka nie miała tylko jednego monopolu – tak w sensie trendów i tendencji w twórczości, ale także i monopolu decyzyjnego, co jest dobre a co złe. Ilość w tym wypadku jest dobra, bo zrodzi automatycznie wielość współpracujących i idących równolegle ośrodków, pomimo różnic ideowych, różnic trendów i kierunków. Z pewnością najważniejszym wydarzeniem tych czasów było środowisko łódzkie, Konstrukcja w procesie, Ryszard Waśko, Józef Robakowski, Galeria Wschodnia. To oni jedyni sprowadzali artystów ze świata i dokonywali wielkich spotkań ze sztuką, która aż pływała po ulicach Łodzi. Świat był wtedy z jednej strony trudniejszy, ale kontakty z artystami były bardziej prawdziwe.

Niewątpliwy rozwój sztuki nowych mediów, zawdzięczamy przede wszystkim ciągle rozwijającej się technologii. Jaką wartość w kontekście sztuki miała/ma dla Pani technologia?

Technologia i jej napędzający się i rozpędzony rozwój ma duże znaczenie pod wieloma względami. Cieszy oczywiście coraz bardziej perfekcyjna jakość obrazu, jak i wzrusza nieprecyzyjność jakości starszej. Zapis się zmienia i nie wiadomo dokąd to doprowadzi. Niewiadomo na jakich nośnikach teraz najlepiej dane przechowywać etc. .Jak zaczynamy się nad tym zastanawiać to z poczucia radości, jakości, przechodzimy do zadumy – bo technologia w swoim nieograniczeniu i nieprzewidywalności może w pewnym sensie nas i również bardzo przerazić. Nie pasjonuje mnie technologia na tyle by być nią opętana. Nie kupuję co rok nowej kamery, ani aparatu. Bardziej, jak zawsze interesuje mnie treść danego zapisu a nie jego jakość. Oczywiście wszystko zależy od planów merytorycznych, jakie się ma w stosunku do przyszłego dzieła. Niekiedy zła jakość jest równie wystarczająca niż jej perfekcja i na odwrót. Na razie bawię się bardziej formą filmową, niż jakością obrazu.

Jakie zagadnienia i problemy podejmowała Pani w swojej twórczości po 89 roku? Czy tematyka prac uległa zmianie w kontekście Pani obecnych dokonań?

Jedna z moich realizacji budowana jest stale. Zaczęłam w 1992 roku i co rok, dwa lata kręcę kolejne epizody. Oglądając te filmy można przyjrzeć się również progresowi technologicznemu. Ale tematyka tych epizodów idzie stale z czasem. Pracuję głównie nad teraźniejszością, interesuje mnie to, co teraz, nie to, co było albo będzie. Teraz, tu i w około jest –  i myślę, że będzie zawsze moim przewodnim tematem. Bawię się formą filmową, realizując krótkie formy fabularno-dokumentalne, eksperymentuję z ludźmi, którzy w moich realizacjach występują. Rożni się to zakresem – dawniej podchodziłam z dużo większą nieśmiałością, ale emocja eksperymentowania stale jest obecna. Doświadczenie, to bardzo przyjemne słowo i uczucie.  Daje to pewność i prowadzi do kolejnego napięcia realizacji. Dawniej, może moje prace bardziej zahaczały o nuty filozoficzno – duchowe, nostalgii i melancholii. Potem przeszłam przez bardziej zimną obserwację bez komentarza np. praca Fanshon,  a teraz nie wyobrażam sobie pracy bez absurdu, bez pastiszu na naszą codzienność, na nasze relacje, hierarchie  i anarchie.

Sposób patrzenia na świat w kobiecym wydaniu jest skrajnie różny od męskiego. Czy kobiety interesowały się innymi tematami i zagadnieniami, niż mężczyźni? Czy widoczne były różnice w postrzeganiu i kwestii kreacyjnej w tamtym okresie?

Mam w pamięci prace Alicji Żebrowskiej, w tym wypadku faktycznie można mówić o sztuce kobiecej, Natalia LL, Maria Pienińska-Bereś. Te dwie ostatnie nie robiły wideo, ale myślę że, jeśli by mogły to – by robiły i z pewnością można powiedzieć, że robiłyby wideo kobiece, tak jak niektóre prace Józefa Robakowskiego można nazwać, że są męską sztuką. Natomiast ja byłam wychowana w nieświadomości rozgraniczania sztuki na męskie i żeńskie, wydawało mi się, że dobra sztuka zawsze się przebije. To z czasem uświadomiłam sobie, że jednak procedury męskie kierują światem sztuki i że kobiety mają dużo gorzej. Pamiętam, jak widziałam pierwszą wystawę kobiet w Berlinie w 1997 roku. Zaszokował mnie ten styl rozdziału. A to, że kobiety mają inaczej mózgi poustawiane, to inna sprawa. Tematy, mogą być bardziej kobiece lub bardziej męskie, ale jednak istota sztuki jest bezpłciowa.

Czy uważa się Pani za artystką wideo? Czy może okres Pani związku z wideo, był tylko pewnym etapem w twórczości – drogą poszukiwań?

Nie uważam się za artystkę wideo, ponieważ nie znam aż tak dobrze tej technologii, tak jak i nie uważam sie za malarkę, ponieważ nie znam sie dobrze na produkcji kolorów. Wideo jest stałym moim medium, bez którego nie wyobrażam sobie dopełnienia dzieła, aby zdobyło taki wyraz, na jakim mi zależy. Poszukuje stale, jestem ciągle poszukująca, nawet jak juz znajdę, to dalej szukam jak zrobić to „coś” najlepiej, tak by spełnić swoje oczekiwania, tak by znaleźć zgodność dokonanego faktu z początkową intuicją. A potem znów, jak dalej by tym razem spełnić sie do końca, tak w sferze umysłowej jak i emocjonalnej. Jak urzeczywistnić swoje „marzenie” do końca. Mówię tu, by Pani mnie dobrze zrozumiała, o procesie twórczym. Ten proces to poszukiwania i to jest najprzyjemniejsze.

Jakie prace wideo Pani autorstwa z tamtego okresu były i są dla Pani najbliższe, najważniejsze? Dlaczego?

Myślę że te z samych początków – z lat 1993 -1995. Są w zbiorach Centrum WRO we Wrocławiu i te co teraz ostatnio zrobiłam, czyli realizacja z ubiegłego roku pt: „4 siostry”. Dlatego ze obydwa były pierwszym eksperymentem. W starych pracach było poznawanie  i oswajanie z kamerą, a w ostatniej oswajanie z filmem, jako reżyser. Moje oko nie było bezpośrednio okiem kamery, oko musiało zobaczyć wszystko i to, co przed kamera i to, co wewnątrz, a ja kierowałam okiem operatora a potem montażysty.

4 luty 2010 r

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: