Karolina Jaklewicz – Północ | tekst do wystawy

Zima, chłodne światło, ograniczona tonacja. Duchowość i przestrzenność zarazem. Byt i niebyt. Geometryczna dyscyplina i nadrealizm barwny. Północ. Tak w dużym skrócie można opisać najnowszy, bardzo osobisty projekt wrocławskiej artystki Karoliny Jaklewicz, która po raz pierwszy w swojej twórczości zmaga się z własną fascynacją, tęsknotą i zmaterializowaną inspiracją. Być może dlatego właśnie – w moim odczuciu – jest to cykl szczególny, bo przecierający nieznane dotąd szlaki i otwierający  nowe możliwości.

Karolina Jaklewicz, Północ

Punktem wyjścia do najnowszej grupy prac był Tryptyk Północny – obraz, którego centralna część hipnotyzuje. Zagarnia całkowitą uwagę i niezależnie od woli odbiorcy wprowadza w szczery stan kontemplacji. Zdumiewający, bo ukazujący niespotykane do tej pory w twórczości Jaklewicz podejście do kształtowania przestrzeni obrazowej. Idealna harmonia, czyste przestrzenie, wyważenie poziomów, równowaga, nowa kolorystyka i brak użycia jakiegokolwiek kształtu bryły sprawiają, że fragment ten w wyraźny sposób wyróżnia się na tle pozostałych realizacji. Bowiem pod względem kompozycyjnym zdecydowana większość prac opiera się na kształcie trójkąta – a więc figury, która w aktualnym okresie twórczości ma dla artystki szczególne znaczenie. Warto pamiętać bowiem, że stosunkowo niedawno dla Jaklewicz nadrzędną stała się wartość metafizyczna, która najpełniej wyrażana jest kształtem trójkąta właśnie. A ten zamierzeniem artystki przybrał autonomiczną formę, która nabrała charakteru symbolicznego czy też wyrażającego[1]. Obecny we wcześniejszych fazach twórczości sześcian był punktem skupienia, trójkąt jest formą drogi. I właśnie tę drogę w subtelny sposób pokazuje nam artystka.

W najnowszym cyklu malarskim Karolina Jaklewicz w pewnym sensie odchodzi od podejmowanych wcześniej zagadnień. Tym razem wykonuje jakby krok naprzód, zwracając się jednak bardziej w kierunku rzeczywistej przestrzeni, niż nierealnych bytów. Dotychczasowe realizacje malarki przyzwyczaiły nas do eksploracji stanów emocjonalnych, opowieści o sobie i bliskich czy poszukiwania duchowości w surowej geometrii. Tym razem jest jakby inaczej – jakby przeniósł się punkt ciężkości. Artystka w pewnym sensie odwraca się od wewnętrznych światów, skupiając się przede wszystkim na przestrzeni, krajobrazie i tym, co dla północnych obszarów charakterystyczne. Odnajdziemy tu oczywiście tak ważną dla malarki duchowość, lecz odnoszącą się bardziej do panteizmu, niż metafizyki sensu stricto. I pomimo tego, że obrazy te pod względem stylistycznym podobne są do poprzednich prac, to emanuje z nich zupełnie inna, właściwa tylko dla tego cyklu aura. I trudno jest opisać ją słowami. Po raz pierwszy chyba w bezpośredni sposób Karolina Jaklewicz odnosi się do pejzażu, mówiąc właściwie tylko o nim – o nim, ale co ważne, w kontekście własnej osoby. Wydaje się bowiem, że pozostałe sfery – takie jak: emocjonalność czy duchowość – stoją niejako na uboczu, dopełniając i dookreślając panteistyczny charakter przekazu. Z prac tych emanuje przede wszystkim cisza i skupienie, które – podobnie, jak w rzeczywistości – wynikają z surowości zimowego krajobrazu, trwania, zacierania się linii horyzontu czy w końcu wszechogarniającego, niezmąconego spokoju.

Północ, Karolina Jaklewicz, Kama Wróbel

Cykl północny w dużej mierze zrodził się z tęsknoty. Może bardziej z narastającej od lat chęci opowiedzenia o tym, co od młodości było dla artystki fascynujące – o morzu, kontemplacji, o nieprzyjaznych człowiekowi krajobrazach, o nieskazitelnej bieli czy rozmyślaniach o pozornym krańcu rzeczywistości. Projekt ten jest więc czymś w rodzaju mentalnej, wyimaginowanej wędrówki do krain niezdobytych i niedoświadczonych, do – jak sama mówi – baśniowej, lodowej krainy. Może do czystej, niezmąconej bieli, tam gdzie układy przestrzenne stają się abstrakcją i zanikają punkty odniesienia. Ale nie tylko. Północ ma tu jeszcze jedno znaczenie. Jest dla artystki metaforą miejsca, z którego pochodzi i z którym czuje się morfologicznie związana. Przestrzenie nadmorskie zawsze były dla malarki czymś stałym, zastaną inspiracją, z którą de facto dopiero teraz postanowiła się zmierzyć na poważnie. Czemu dopiero teraz? Być może dlatego, że akt ten wymaga od artysty dojrzałości i odwagi. Trudno jest bowiem stoczyć twórcy artystyczną walkę z tym, co tkwi w nim od zawsze, z czymś co nieustannie czuje i niemalże od samego początku napędza jego twórczość. Stanąć przed płótnem, odrzucić wszelkie metafory, historie i czystym językiem zwizualizować myśl o początku, o punkcie wyjścia i punkcie odniesienia. A co jeśli nie wyjdzie? Co jeśli efekt okaże się obcy, nieswój? Obawy pojawiają się zawsze. Karolina Jaklewicz ryzyko podjęła. Stworzyła serię intymnych prac mówiących przede wszystkim o tym, co przez lata ją fascynowało i kształtowało wrażliwość, wyobraźnię i w końcu ją, jako artystkę.  I ma to prawdziwą wartość.

 

Kama Wróbel

Karolina Jaklewicz
Północ

Luty-marzec 2014

Galeria Sztuki Socato, Wrocław, Pl. Solny 11


[1] K. Wróbel, O pierwiastku duchowym w twórczości Karoliny Jaklewicz, “Format”, nr 65, 2013, s. 64

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: