Artysta w czasach (bez)nadziei. Kurator Libera

Do połowy stycznia we wrocławskim BWA Awangarda można było oglądać intrygującą, wielowątkową wystawę pt. Artysta w czasach beznadziei. Najnowsza sztuka polska. Intrygującą, gdyż stosunkowo mocno dzielącą w opiniach środowisko artystyczne, wielowątkową zaś, bo będącą zakończeniem wielomiesięcznego projektu Kurator Libera (Studio Mistrzów). Dla jednych wystawa ta była zawodem, dla innych nie do końca zrozumiała, dla pozostałych nawet interesująca. Skąd taka rozbieżność? Być może dlatego, że ekspozycja ta wbrew pozorom – mimo mało zaskakujących i prostych pod względem interpretacyjnym prac – nie była wystawą zwykłą. A przynajmniej nie taką, do jakich  przyzwyczaiła nas współczesna, polska scena artystyczno-wystawiennicza.

Ekspozycję tę dobrze jest zatem rozpatrywać jako wieloetapowy projekt czy może lepiej złożony proces, do którego dobrym wprowadzeniem jest fragment tekstu Anny Mituś, w którym czytamy: […] Artyści, którzy porzucili własne ego, złudzenia i kulturowy handicap, spotykając to co realne aby być dobrze zrozumiani, wymagają teraz tego samego od tych, którzy przyjdą do galerii. To wystawa bez dzieł. Powraca do źródeł komunikacji międzyludzkiej – rozmowy[1]I w moim odczuciu jest to klucz do zrozumienia omawianej wystawy. Jest to rodzaj przewodnika, bez którego ekspozycja ta może wydać się mało ciekawa, co – według mnie – będzie wyobrażeniem nie do końca sprawiedliwym. Bo rzeczywiście – jest to wystawa bez dzieł, jednak –  co trzeba zaznaczyć –  to nie o dzieła w niej tak naprawdę chodzi.

Sześciu – wybranych na drodze castingu – młodych artystów, przez blisko dwanaście miesięcy pracowało nad autorskimi projektami, które pilotował znany twórca Zbigniew Libera. Artyści ci – Honorata Martin, Maryna Tomaszewska, Franciszek Orłowski, Michał Łagowski, Piotr Blajerski i Tomek Swoboda – stworzyli grupę, która – jak mówi Libera – wyłoniła się samoistnie, gdy okazało się, że mają oni ze sobą coś wspólnego i łączy ich coś, czego nie ma w pracach innych uczestników castingu[2]A tym czymś jest pewna szczególna forma szczerości, autentyczności połączona z realnym i osobistym zainteresowaniem drugim człowiekiem. Dla Libery kategorie te okazały się dużą wartością, będącą synonimem tego, czego nie było i nie ma na współczesnej scenie artystycznej[3]A przynajmniej w niewielkim tylko stopniu istnieje w sztuce polskiej, gdyż poza jej granicami było i zostało zdefiniowane w latach 90. XX wieku jako sztuka relacyjna (Bourriaud).

Nie powinno być zatem zaskoczeniem, że wszystkie prace łączy jeden obszar tematyczny  – szeroko pojęta kondycja społeczna oraz komunikacja międzyludzka. Za pomocą stosunkowo prostych (może nawet zbyt prostych) realizacji młodzi artyści postanowili opowiedzieć odbiorcy o religijności, stereotypach, kapitalizmie, samotności, mentalności, jak i zwykłym, codziennym życiu. Ale też o pokonywaniu własnych ograniczeń, przeświadczeniu o stałości wartości społecznych czy też wizerunku Boga. W dużej mierze posługując się reportażową i filmową konwencją, przeprowadzili wielowątkowy dialog ze współczesnym społeczeństwem polskim, w nieznaczny tylko sposób definiując i kategoryzując. Bo artyści ci starają się nie komentować, a trwać i uczestniczyć. Według Mateusza Bieczyńskiego realizacje te są utylitarystyczne, nastawione na diagnozowanie problemów społecznych, zdawanie sprawy o otaczającej nas rzeczywistości[4]Są też obiektywnymi obrazami filmowymi, wywiadami, opisami.  A więc doskonałym przykładem sztuki stawiającej na aktywność, której celem jest tworzenie relacji ze światem za pomocą znaków, form, działań i obiektów.[5]  Dlatego właśnie jest to wystawa bez dzieł. Jak pisze Iwo Zmyślony – nie chodzi więc o najnowsze trendy w sztuce krytycznej, sztuce konceptualnej, czy jak byśmy ją zwali, ale o wskazanie autentycznych postaw – oddanie pola wrażliwcom mówiącym własnym głosem, bez żadnej kalkulacji, bez oglądania się na mainstream[6].

Najpełniejszy obraz dialogu społecznego ukazała Honorata Martin, której praca pt. Wyjście w Polskę (2013) zaprezentowana została w największej – szczelnie wypełnionej fotografiami, zapiskami i rejestracjami wideo – sali wrocławskiego BWA. Artystka za pomocą prostego języka wizualnego stworzyła coś na wzór dziennika z trwającej blisko dwa miesiące samotnej podróży. Zarejestrowane przeżycia, spisane komentarze i zobrazowane doświadczenia, złożyły się na ostateczny kształt realizacji. Honorata Martin wyszła w Polskę samotnie, przemierzając drogę z Gdańska do Wrocławia (ostatecznie kończąc w Dzierżoniowie), odbyła walkę z własnymi ograniczeniami – zarówno psychicznymi, jak i fizycznymi, badając jednocześnie takie kategorie jak: więzi międzyludzkie, zasady funkcjonowania społecznego, zakorzenione postawy, zaufanie i uprzedzenia.

CAŁOŚĆ TEKSTU DRUKOWANA W MAGAZYNIE FORMAT 68/2014
Fot.BWA Wrocław

[1] Anna Mituś, Artysta w czasach beznadziei [on-line] BWA, Wrocław [dostęp z dn. 13.01.2014] dostępny na bwa.wroc.pl/index.php?l=pl&id=806&b=1&w=1

[2] Karolina Plinta, Pop-parnas mnie nie pociąga. Rozmowa ze Zbigniewem Liberą  [on-line] Magazyn SZUM [dostęp z dn. 02.02.2014] dostępny na magazynszum.pl/rozmowy/pop-parnas-mnie-nie-pociaga-rozmowa-ze-zbigniewem-libera(Stan z. 02.02.2014)

[3]  Anna Mituś, Artysta w czasach…

[4] Mateusz Bieczyński, Mimo beznadziei [on-line] Obieg.pl [dostęp z dn. 01.02.2014] dostępny na obieg.pl/rozmowy/30939

[5] Magdalena Linke, Dziś musimy mówić o sztuce inaczej [on-line] MAGAZYN [dostęp z dn. 20.02.2014] dostępny na:  mgzn.pl/artykul/416/dzis-musimy-mowic-o-sztuce-inaczej

[6] Iwo Zmyślony, Nowi i beznadziejni [ on-line]  Dwutygodnik, 124/2014 [ dostęp z dn. 15.02.2014] dostępny na dwutygodnik.com/artykul/4986-nowi-i-beznadziejni.html

Reklamy
%d blogerów lubi to: