Pochodnie w kapsułach. Miłosz Flis

Pochodnie w kapsułach.

Tekst do katalogu wystawy Pochodne/Derivaty                                                                        

Pochodne, to najnowsza indywidualna wystawa Miłosza Flisa, która  jest pierwszą, tak obszerną prezentacją twórczości wrocławskiego artysty poza granicami Polski. I nie będzie niczym złym, jeśli napiszę, że ekspozycja ta z założenia jest bardziej formą rozbudowanego przeglądu jego dotychczasowych działań, niż zamkniętym pod względem koncepcyjnym projektem artystycznym. Nie odnajdziemy tu bowiem określonego klucza czy ogólnej idei, która spajałaby wystawę tę w całość, a wielowątkową prezentację postawy artystycznej niezwykle uzdolnionego, polskiego twórcy, który dzięki ogromnym umiejętnościom, jak i niestandardowemu podejściu do myślenia o kreowanym przedmiocie, uznawany jest za jednego z ciekawszych i dobrze zapowiadających się artystów Wrocławia.

Miłosz Flis, Devraty, Galerie vernon

Miłosz Flis, twórca początkowo związany z lubelską uczelnią, następnie zaś z wrocławską Akademią Sztuk Pięknych, prezentuje typ działań, których nie da się poddać jednoznacznej klasyfikacji. Autor niestandardowych realizacji rzeźbiarskich, malarskich oraz instalacji, które najczęściej wykonane są przy wykorzystaniu autorskich, niespotykanych na co dzień technik, będących też w pewnym sensie działaniami sytuowanymi na granicy eksperymentu formalnego i technologicznego. W miejscu tym warto zaznaczyć, że pomimo stosunkowo młodego wieku, Miłosz Flis zdołał wykształcić już dość dobrze rozpoznawalny – choć w dalszym ciągu rozwijający się – styl, w którym wyszczególnić można szereg charakterystycznych cech takich jak, m.in.: skalowanie, deformacja, intensywny kolor, organiczność form czy też łączenie ze sobą przypadkowych przedmiotów. Pomimo jednak owych cech wspólnych – paradoksalnie – w twórczości tej nie ma określonej, wiodącej linii tematycznej, która byłaby przez artystę konsekwentnie prowadzona – wręcz przeciwnie, problematyka prac, a raczej cykli traktowana jest tu stosunkowo swobodnie. Realizując bowiem nowe serie Miłosz Flis stara się nie przywiązywać do motywu, tematu, stylistyki czy nawet medium. I być może dlatego właśnie jest to twórczość tak interesująca – tak niejednostajna, zaskakująca i przede wszystkim świeża. Pozwalająca wymykać się schematom i funkcjonować obok głównego, czasem nudnego już mainstreamu. Odnajdziemy tu więc elementy figuratywizmu, przeplatające się z realizacjami o rodowodzie abstrakcyjnym, przeskalowane, plastikowe obiekty, miniaturowe rzeźby czy rozbudowane, powstałe z elementów znalezionych, instalacje. Artystę fascynuje manipulacja skalą, co pozwala skierować mu uwagę widza na różnorodne wątki interpretacyjne, które jednak nigdy nie są ostateczne i odgórnie zaplanowane.  Bowiem stawiając na intuicję i podświadomość, Flis stara się uciekać od jednoznaczności. Stara się jedynie w subtelny sposób zaznaczyć, skomentować te zjawiska, które uważa – jak mówi – za złe, frustrujące i marnujące potencjał ludzki – czyniąc przez to swą sztukę interesującą wykładnią o człowieku i człowieczeństwie zarazem. Bazując na przypuszczeniach nierzadko stawia również samego siebie w roli odbiorcy. I być może dlatego też w działaniach tych duży nacisk położony jest na eksperyment – tak formalny, jak i socjologiczny – w którym uważnie obserwowana jest relacja dzieło-dzieło oraz dzieło-widz. Warto zaznaczyć jeszcze, że artystę interesują gotowe, znalezione przedmioty, które umieszczone w nowych kontekstach, nabierają zupełnie nowych znaczeń. Jednak nie stara się on w jednoznaczny sposób ich określić, pozostawiając tym samym odbiorcy liczne – uzależnione od stopnia jego wrażliwości – ścieżki interpretacyjne.

Miłosz Flis, Kapsuły

Miłosz Flis jest twórcą interdyscyplinarnym, skupiającym jednak największą uwagę na rzeźbie, której charakterystyczny styl zaznaczył się już w bronionym w 2012 roku dyplomie. Młody twórca zaprezentował wówczas wielkoskalowe obiekty będące blisko czterdziestokrotnym powiększeniem uzyskanego w przypadkowy sposób kształtu wyciśniętej z tuby farby.  I można by doszukiwać się głębszych przekazów tejże realizacji, która jednak w wymowie jest wyjątkowo prosta.  Koncepcja jej stworzenia wynikała bowiem z bezpośredniej fascynacji doskonałością i oczywistością formy przypadkowej. Formy, która w swej oryginalnej i naturalnej skali jest zjawiskiem ulotnym i niemalże niezauważalnym, podczas gdy zyskując nadaną przez artystę wielkość, przeistacza się w coś zupełnie nienaturalnego, nachalnego i ingerującego w przestrzeń ją otaczającą. Dyplom ten zapoczątkował serię pokrewnych koncepcyjnie realizacji, które  jednak – w przeciwieństwie do Akrylu (2012)  – poddane zostały zabiegowi minimalizacji formy. Odznaczając się niewielkim formatem, momentami wymuszają także obserwację zakomponowanych scen przez szkło powiększające – tak, jak ma to miejsce w przypadku najnowszego cyklu pt. Kapsuły (2014).

Ważnym aspektem twórczości wrocławskiego artysty jest używany przez niego materiał. Nie odnajdziemy tu typowego – czy może lepiej – klasycznego rzeźbiarskiego medium, które zastąpione zostało różnorodnie przetwarzanym plastikiem. Niejednokrotnie stapiany i deformowany przybiera intrygujące, nierzadko organiczne kształty, które w doskonały sposób wpisują się w prezentowany przez Flisa typ ekspresji. Dla artysty jest to materiał odpowiadający naszym czasom i w pewnym sensie je charakteryzującym, będąc jednocześnie swoistą metaforą określającą kondycję człowieka współczesnego.

Dobrym przykładem zastosowania plastiku, jako materiału artystycznego jest realizowany od 2011 roku niezwykle przejmujący cykl roboczo zwany Czaszkami. Seria ekspresyjnych obiektów przedstawiających ptasie czaszki w bezpośredni sposób nawiązuje do fotografii obrazujących zatopione w ropie naftowej ptaki morskie. Aby w odpowiedni sposób odwzorować zawarty w kadrach fotograficznych dramatyzm i ekspresję, artysta zmuszony został do odnalezienia takiej techniki, która dzięki swoim właściwościom pozwoliłaby uzyskać pożądane środki wyrazu. Odpowiedzią okazał się termo-topliwy plastik, który – paradoksalnie – będąc wytworem przemysłu naftowego, umożliwił Flisowi uzyskanie podobnej do ropy naftowej faktury.

Miłosz Flis, Pochodne

Podobnymi pod względem wymowy, choć całkowicie odmiennymi formalnie są obiekty rzeźbiarskie, które po raz pierwszy zaprezentowane zostały na wystawie Złorzeczy we Wrocławiu – Barbecue (2013) oraz Enklawa (2013). W pracach tych zaznacza się wyraźna, nieco ironizująca wykładnia, będąca refleksją nad tak aktualnym w dzisiejszych czasach zagadnieniem destrukcyjnego wpływu człowieka na przyrodę – i w konsekwencji też na całą planetę.  Artysta podejmuje tu wartościujący – acz potraktowany w symboliczny sposób – dialog z coraz bardziej widocznym dążeniem ludzkości do autodestrukcji i postępującym lękiem z tym związanym. Wykorzystując grę symboli oraz za pomocą znalezionych lub spreparowanych przedmiotów, Miłosz Flis sięga po głębokie metafory, przedstawiając je jednak w przewrotny i przyjazny dla oka sposób. Sprawia to, że odbiorca odkrywa humorystyczny akcent tych prac, odczuwając jednocześnie ciemną i bardziej pesymistyczną ich wymowę.

Miłosz Flis, Kama Wróbel,  Lenka Zborilova

Jedną z najnowszych serii jest powstały w 2014 roku cykl obiektów zatytułowany Kapsuły. I warto pracom tym poświęcić nieco więcej uwagi, gdyż na tle pozostałych realizacji odznaczają się zupełnie innym sposobem myślenia o przedmiocie i kompozycji. Pomimo, że – podobnie jak w przypadku wcześniejszych form przestrzennych – pojawia się tu zabieg manipulacji skalą (która poszerza możliwości interpretacyjne) to ogólna ich konstrukcja jest swoistym novum. Przede wszystkim dlatego, że są to obiekty przestrzenne, których wewnętrzna warstwa obrazowa zbudowana została z trójwymiarowych, przypadkowo znalezionych przedmiotów – raz pozostawionych w swej naturalnej postaci, innym razem poddanych artystycznej manipulacji. Przetworzone przez Flisa znaleziska każdorazowo połączone są w grupy, których wewnętrzna relacja ustanawia dla nich zupełnie nowe konteksty, jak i – co ważne – konstytuuje przekaz, dając niejako możliwość wytworzenia pewnego rodzaju alternatywnej rzeczywistości. A rzeczywistość ta kreowana jest w iście surrealnym stylu. Niczym fotograficzne stop-klatki czy zatrzymane kadry filmowe, zaaranżowane sceny – w nieco teatralny sposób – obrazują przypisane im historie. Lecz – co warto zaznaczyć – nie ma tu spójnej tematyki czy liniowej narracji – kompozycje te odnoszą się bardziej do indywidualnych treści, które w dużej mierze oparte są na wzajemnej relacji użytych, nierzadko strukturalnie skontrastowanych ze sobą przedmiotów. Przestrzeń budowana jest tu w charakterystyczny sposób, który umożliwia odbiorcy oglądanie ukrytych przedstawień tylko z jednej, zaplanowanej odgórnie strony. Dlatego też ważną rolę odgrywa tu precyzyjne usytuowanie poszczególnych elementów z uwzględnieniem określonego skrótu perspektywicznego i natężonego, acz subtelnego światła. Jest tu coś jeszcze – oglądanie odbywa się przy użyciu wmontowanego w kapsułę szkła powiększającego, które poprzez swoje właściwości nadaje pracom tym wyjątkowego charakteru.

Miłosz Flis, Devraty

Ale nie tylko rzeźba i instalacja interesują Miłosza Flisa – również malarstwo autorstwa młodego artysty nie jest typowe. Odrzuca on bowiem klasyczne podłoże malarskie – jakim jest płótno – na rzecz wielkoformatowego papieru do ploterów. I oczywiście jest to zabieg celowy, umożliwiający artyście prowadzenie niezwykle ciekawych eksperymentów malarskich początkowo związanych z eksploracją zarówno możliwości narzędzia, jak i samego podłoża. W związku z tym, można odnieść wrażenie, że we wczesnych obrazach Flisa,  temat i ogólna warstwa wizualna sytuowane były na nieco dalszym planie. Tematy abstrakcyjne przenikały się z motywami figuratywnymi, opierając się jednak na czynniku nadrzędnym – kolorze, który w późniejszych pracach stał się wartością najwyższą i w pewnym sensie charakteryzującą opisywane tu malarstwo. Dlatego też najbardziej aktualne obrazy są wynikiem dążenia do – jak mówi artysta – najlepszego wydobycia energii kolorów.

Proces powstawania warstwy wizualnej jest o tyle ciekawy, że każdorazowo podlega innym zasadom, które dyktowane są bardziej przez intuicyjne i spontaniczne gesty malarskie, niż odgórnie zaplanowaną sekwencję działań. Jest to twórczość niezwykle spontaniczna, w trakcie której równomiernie nanoszona farba swobodnie spływa po licu papieru pozostawiając po sobie wyraźny ślad. I w tym momencie na myśl przychodzą barwne poszukiwania Marka Rothko, który w malarskim zakresie jest dla Miłosza Flisa największą inspiracją. I rzeczywiście, w przypadku realizowanego w 2013 roku cyklu pt. Jeziora zauważalne są pewne podobieństwa, które wychwycić można nie tylko w sposobie czucia koloru, ale też w jego rozłożeniu i ogólnej kompozycji.  A ta jest zawsze wyważona i łagodna. Inaczej dzieje się w przypadku obrazów wcześniejszych takich jak Wilczyca (2012.) czy Acid (2011), których warstwa wizualna w wyraźny sposób opiera się na przenikaniu figuracji i abstrakcji, sytuując się niejako na styku. Kolor jest tu agresywny, wibrujący, miejscami fluorescencyjny i drażniący, co nie znaczy jednak, że jest to wadą. Wręcz przeciwnie – w realizacjach tych Miłosz Flis wykazuje się niebywałą maestrią i wirtuozerią zarówno w wyczuciu barw, jak i budowaniu tak dynamicznej przestrzeni obrazowej.

MIłosz  Flis, Czaszki, Galeria Vernon

Na zakończenie warto zadać pytanie o tytuł, który początkowo brzmiał „Pochodnia”. Dlaczego Pochodnia?  Odpowiedź jest w sumie prosta – chodzi o przewrotną grę słowną, w której tytuł w bezpośredni sposób nawiązuje do wyrazu „pochodny”. A ten z kolei w obrazowy sposób opisuje i w pewnym sensie dookreśla twórczość Miłosza Flisa, która jest przecież ciekawym zbiorem zapożyczeń i transformacji. Jest właśnie „pochodna” – bo będąca dalekim echem rady-mades – opierająca się na materiałach znalezionych – w dużej mierze nie będących autorską kreacją artysty – bazująca na przekomponowaniu, deformacji i nadawaniu owym znaleziskom nowego kontekstu, nowego życia. Oczywiście jest także nieustannie podążająca, poszukująca, dochodząca do nowych koncepcji i rozwiązań, rozświetlająca poruszane zagadnienia i demaskująca trapiące współczesny świat problemy. A przy tym jest przede wszystkim oryginalna, czasem przewrotna,  humorystyczna i – co ważne – dojrzała.

Miłosz Flis, Pochodne

Milos Fłis: Deriváty (29. 7. – 30. 8. 2014)

Galerie Vernon

Janáčkovo nábřeží 21, Prague 5,

Curator: Kama Wróbel

Galerie Vernon

 

Advertisements
%d blogerów lubi to: