Planety w mojej głowie

Basia Bańda i Ola Kubiak to artystki w Polsce znane i poważane. Związane na co dzień z innym typem ekspresji postanowiły zaprezentować swoje prace w ramach jednej ekspozycji. Miejscem zderzenia się dwóch artystycznych wizji była wrocławska Galeria Arttrakt, w której do 30 maja można było oglądać wystawę pt. Planety w mojej głowie.

Tytuł ten nie należy jednak do żadnej z artystek – został bowiem zapożyczony od Yinki Shonibare, którego indywidualną wystawę można było niedawno oglądać w Muzeum Współczesnym Wrocław. I warto zaznaczyć, że tytuł ten nie jest oczywistym i bezpośrednim nawiązaniem do tematyki prezentowanej na opisywanej tu wystawie, będąc raczej punktem wyjścia do wielopoziomowych rozważań nad różnymi aspektami świata tak zewnętrznego, jak i prywatnego. Jest swoistą propozycją do swobodnego rozwinięcia tematu, który ostatecznie został zaproponowany nie przez kurator wystawy Idę Smakosz-Hankiewicz, a przez same artystki.

Planety w mojej głowie.

Osią wystawy stała się wobec tego sytuacja prywatna, jaką jest strata. Ale strata rozumiana wieloaspektowo, będąca echem niedawno przeżytych przez Olę Kubiak i Basię Bańdę doświadczeń. Utrata bliskiej osoby, utrata przestrzeni własnej, utrata stabilności, bezpieczeństwa i równowagi. I na wstępie już należy zaznaczyć, że ekspozycja ta nie była wystawą pogodną – nie przez temat, ale przez odczuwalną, emanującą z realizacji tych atmosferę, w których – paradoksalnie – większą rolę odgrywał kontekst, niż warstwa wizualna czy też zastosowane środki wyrazu. Nie była to też prezentacja duża i początkowo nie można było oprzeć się wrażeniu pustki i zbyt małej ilości obiektów, które ze sobą nie do końca współgrały. Przede wszystkim dlatego, że zaprezentowane realizacje w znaczny sposób różniły się od siebie pod względem formalno-stylistycznym. Drapieżne w swym minimalizmie obiekty Oli Kubiak, nie pasowały do fantasmagorycznego, hybrydycznego świata Basi Bańdy, który pomimo, że również nie do końca radosny, dodawał niejako ekspozycji tej pozytywnego akcentu. Ujmujący był smutek, żal, trauma i rozpacz uderzające ze zdwojoną siłą – szczególnie, gdy odbiorca zdołał zagłębić się w szczegóły i w tło powstawania wyeksponowanych galerii prac.

Cały tekst znajduje się FORMAT 64/2014

Reklamy
%d blogerów lubi to: