O boskiej ofierze i ludzkiej przemianie w twórczości Mariusza Mikołajka

Sacrum i profanum, człowiek i człowieczeństwo, filantropia. Deformacja, impast, barwny kontrast, spotęgowany dynamizm. W końcu, echo ekspresyjnego figuratywizmu i tryumfalny powrót malarstwa o tematyce religijnej, dramat śmierci i odkupienia pojmowany w duchu chrześcijańskim – tak za pomocą kilku słów można by scharakteryzować twórczość Mariusza Mikołajka, uznanego wrocławskiego twórcy, autora niezwykle przejmujących serii malarskich, akcjonisty i aktywnego propagatora działań o charakterze animacyjnym. Tym razem artysta zaprasza nas do zapoznania się z najnowszym cyklem prac malarskich, które w bardzo dosadny, choć wyrafinowany sposób dotykają aktualnej i bliskiej nam problematyki krzywdy i cierpienia ludzkiego. Co interesujące, elementem wspólnym dla eksponowanych we wrocławskiej Galerii Miejskiej prac jest… jeans. A dokładnie denim, który w obrazach tych pełni rolę tradycyjnego płótna i poprzez swoje właściwości nadaje realizacjom tym charakterystycznych cech. Ale jeans nie jest traktowany tu wyłącznie jako interesujący materiał, funkcjonując w oczach artysty jako wyjątkowo pojemny i uniwersalny nośnik znaczeń, który doskonale wpisuje się w tok konsekwentnie rozwijanego przez lata programu artystycznego. Jest tu jednak mała, acz znacząca różnica – w obrazach tych nie odnajdziemy wyważonego dystansu do podjętego  przez malarza tematu. Opowiadając bowiem o wydarzeniach odbywających się tu i teraz, bez możliwości odejścia czy spojrzenia na nie z perspektywy czasu, artysta trochę „na gorąco” notuje bieżące, towarzyszące mu emocje. Wystawa ta nie niesie wobec tego jasno określonej wykładni czy też morału. Nie przekazuje odbiorcy wyraźnie zaznaczonego głosu czy komentarza artysty, który sam postawiony jest w wirze martwiących go zdarzeń. Stąd też prezentacja ta jest raczej czymś w rodzaju wizualnego odbicia trapiących malarza, nawarstwiających się wizji, snujących się po wrażliwym umyśle rozmyślań nad współczesnością, ale też powtarzalnością historii. Nad tym co ludzkie, uniwersalne, cykliczne i nieuniknione zarazem. Nad tym, co tu i teraz i nad tym, co mimo, że niemoralne, stopniowo otrzymuje społeczne przyzwolenie. Wystawy tej nie można jednak rozpatrywać w oderwaniu od całokształtu twórczości i niezwykle pasjonującej biografii Mariusza Mikołajka, które nieustannie się przenikając, dają możliwość osadzenia ekspozycji tej w konkretnych, tematycznie i światopoglądowo zawężonych ramach. Dlatego też niezbędne wydaje się być słowo wprowadzenia, krótka charakterystyka twórczości artysty, bez której moim zdaniem nie osiągnie się pełnego zrozumienia prezentowanej przez niego postawy, jak i prawdziwego sensu jego malarstwa.

Mariusz Mikołajek z Wrocławiem związany jest od początku. W tym miejscu się urodził, odbył studia w ówczesnym PWSSP, tu też mieszka i tworzy. Wrocławską uczelnię ukończył w 1984 roku, kształcąc się u tak wybitnych twórców, jak: Wanda Gołkowska, Zbigniew Karpiński i Konrad Jarodzki, pod którego okiem przygotował na swój sposób kontrowersyjny dyplom. Warto zaznaczyć, że już w tym okresie prezentowana przez Mikołajka wykładnia sztuki odznaczała się swoistym nonkonformizmem i wynikającą z ówczesnych uwarunkowań społeczno-politycznych niepokorną postawą, o której Konrad Jarodzki pisał: „cała jego kontestacja w okresie Stanu Wojennego i po Stanie Wojennym była bardzo symptomatyczna dla ówczesnego młodego pokolenia, a w Mikołajku to jakby się skondensowało, skoncentrowało ten jego protest”. Postawa ta miała oczywiście przełożenie na późniejsze losy malarza, którego dyplom odgórną dyrektywą uznany został za zbyt uderzający w panujący wówczas system, przez co też oficjalnym zakazem  został odsunięty od istotnej w tamtym okresie wystawy Dyplomów 1984/1985. Postawa ta miała również wpływ na życie twórcze młodego malarza, który w 1985 roku świadomie wycofał się z życia artystycznego, by do aktywności twórczej powrócić dopiero sześć lat później. Można w tym miejscu zadać pytanie, które zresztą samo nasuwa się na myśl – co sprawiło, że zrezygnował on z malarstwa? I dlaczego w 1991 roku do niego powrócił? Z pewnością najbardziej osobista odpowiedź tkwi głęboko w artyście, który jednak chętnie i szczegółowo opowiada o emocjach mu wówczas towarzyszących. I nie powinno to dziwić, gdyż opisywany tu czas okazał się niezwykle istotnym w jego życiu – momentem, w którym odnalazł prawdziwy spokój, pogodzenie z samym sobą i co najważniejsze – Boga. O nawróceniu swym mówi często i dużo. Nie ukrywa głębokiej wiary, pokładając w niej dużą ufność. Opowiada o procesie przemiany duchowej, o niemożności poradzenia sobie z niezwykle trudnym, wymagającym i dotychczas nieznanym staniem poszukiwań, o niespełnieniu i odnalezieniu spokoju, w końcu o znamiennej dla jego dotychczasowego życia wizycie w Oświęcimiu i Brzezince. Z opowieści Mariusza Mikołajka jasno wynika, że to właśnie owa, mająca miejsce w 1989 roku, wizyta w Auschwitz odegrała najważniejszą rolę w jego życiu – pozwoliła bowiem odnaleźć długo wyczekiwany, ale przede wszystkim poszukiwany spokój i równowagę, które zmaterializowały się w postaci światła, a więc w formie, w której objawił mu się Bóg. Malować nie zaczął jednak od razu. Artysta potrzebował jeszcze czasu na oswojenie się z nową sytuacją i dopełniającą się przemianą. Analizował, szukał inspiracji, rozważał i zbierał siły, by w 1991 roku we wrocławskiej galerii BWA, po sześciu latach, zaprezentować nowy, imponujący cykl malarski. Ewolucja stylu malarskiego przyszła z czasem i była wynikiem nieintencjonalnego, niekontrolowanego procesu. Twórczość sprzęgła się z życiem codziennym, których związek, coraz bardziej się umacniając, trwa do dzisiaj.

Malarstwo Mariusza Mikołajka można więc sytuować w obszarze sztuki sakralnej, która jednak w żaden sposób nie jest bezpośrednim odzwierciedleniem prawd wiary. Jest to przede wszystkim przetworzona przez wrażliwość artysty wizja, która programowo pozbawiona jest dosłowności. W kompozycjach swych malarz nie narzuca swej duchowości, w charakterystyczny dla siebie sposób przetwarzając znane nam z Pisma Świętego i historii sztuki motywy. Ikonografia chrześcijańska czy będące już kanonem układy kompozycyjne delikatnie tylko zarysowują się w ekspresyjnej konwencji, balansując jednocześnie gdzieś na granicy realności i świata nieprzedstawiającego..

Całość: Mariusz Mikołajek, All that jeans, 2015

Advertisements
%d blogerów lubi to: