Sztuka patrzenia przez pryzmat. 
Artystyczna Podróż Hestii we Wrocławiu.

Artystyczna Podróż Hestii wybrzmiała po raz kolejny. Tym razem jednak nie jako konkurs, a wystawa prezentująca wybór zwycięskich realizacji, będących reprezentacją konsekwentnie budowanej od 2002 roku, kolekcji młodej – być może najmłodszej – sztuki polskiej. Na wstępie też należy zaznaczyć, że przygotowana przez sopocką Fundację wystawa nie była wydarzeniem przypadkowym – zbiegła się bowiem z okrągłym jubileuszem piętnastolecia projektu Artystyczna Podróż Hestii.

Tym, dla których idea konkursu nie jest do końca oczywista, przypomnę, że jest to przedsięwzięcie skierowane wyłącznie do studentów szkół artystycznych, którzy w przypadku wygranej mają możliwość odbycia rezydencji artystycznej w Nowym Jorku i Walencji. Niewątpliwie jest to wydarzenie ważne i potrzebne – przede wszystkim dlatego, że daje młodym, nie do końca jeszcze ukształtowanym artystom, unikalną możliwość skonfrontowania swojej wrażliwości z rodzimym i światowym obiegiem sztuki. Niepodważalnym atutem jest również realna szansa na dobry start w dorosłe, artystyczne życie, co wielokrotnie potwierdzone zostało przez grupę nagrodzonych w przeglądzie tym twórców. Warto również dodać, że wraz z wyróżnieniem, dla artystów tych niemalże zawsze rozpoczyna się złoty okres, w czasie którego tryumfalnie przechodzą przez większość liczących się, krajowych konkursów. Świadczy to o tym, że wybory jury zgromadzonego wokół Artystycznej Podróży Hestii, mają ogromne przełożenie na kształtowanie się obrazu młodej sztuki w Polsce. Oczywiście nie każdy z docenionych przez Hestię artystów ma wystarczająco dużo siły, by długofalowo utrzymać przy sobie zainteresowanie galerii i krytyków, jednak znaczna większość, również w dniu dzisiejszym, dość dobrze radzi sobie na rodzimej scenie artystycznej. Wystarczy wymienić tu takie nazwiska jak: Ewa Juszkiewicz, Natalia Bażowska, Daniel Cybulski, Matej Frank, Cyryl Polaczek czy Łukasz Patelczyk. Przyznam, że   możliwość cofnięcia się w czasie i obejrzenia studenckich realizacji dziś dorosłych i ukształtowanych już twórców, okazała się być miłym akcentem. Nasuwa się jednak pytanie o całościowy wydźwięk ekspozycji, która była przecież zaledwie fragmentem rozbudowanego, jubileuszowego przedsięwzięcia. Czy wobec tego zaistniała jako mocny punkt programu? W moim odczuciu stanowiła niestety jego najsłabsze ogniwo.

Tuż po krakowskiej i poznańskiej odsłonie, pomniejszoną o kilka prac ekspozycję zaprezentowano w przynależącej do wrocławskiej ASP Galerii Neon. Piętnaście realizacji pochodzących z konkursowej kolekcji wytypował młody kurator Piotr Szpilski, którego w procesie tym wspierała grupa studentek z kierunku Mediacja Sztuki. Problem w tym, że kuratorskiej ręki widać nie było, a zaprezentowany we wrocławskiej galerii zbiór prac wydawał się być przypadkowy i niekoniecznie współgrający ze sobą. Ekspozycja była przede wszystkim oczywista, pozbawiona napięć i punktów ciężkości. Zgromadzone obiekty nie korespondowały ze sobą, przez co też istniały niejako same dla siebie, nie wytwarzając przy tym – tak ważnej dla wystawy – atmosfery. Galeria Neon, mimo niewątpliwego uroku, nie zawsze jest odpowiednim miejscem do prezentacji wystaw o charakterze przeglądowym. Poprzez swoje surowe, nieco agresywne wnętrze, nie stanowi neutralnego tła czy też naturalnego dopełnienia realizacji. Dlatego też dla dobra omawianej tu ekspozycji, warto było zastanowić się nad możliwością wprowadzenia kilku podziałów, które pozwoliłby przełamać jej dominację. Pomocne byłoby też zaprojektowanie narracji i ścieżki zwiedzania, co z pewnością miałoby przełożenie na większą dynamikę wystawy, a także zatrzymanie widza na dłużej. Tymczasem otwarta, niczym nie złamana przestrzeń sprawiła, że ekspozycja od samego początku była dla widza oczywista, mało interesująca, przez co też nieco nużąca. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że tego typu wystawy rządzą się własnymi prawami i niezwykle trudno jest rozmieścić tak różnorodne pod względem stylistycznym obiekty w spójny i problemowy sposób, co jednak nie tłumaczy niemalże całkowitego pominięcia aspektów scenograficznych. Niemniej jednak, również i na tej wystawie można wyróżnić kilka obiektów, które miały siłę wybrzmieć nieco mocniej.

zrzut-ekranu-2016-09-13-o-23-31-11

Wystawa pt. ”Przez Pryzmat” zdominowana była przez malarstwo, choć pojawiły się również przykłady działań wykorzystujących odmienne media, takie jak wideo czy rzeźba. I moim zdaniem jedną z lepszych realizacji była dokumentacja fotograficzna performance’u pt. „Przestrzenie” Matěja Franka, który w 2015 roku otrzymał za nią Nagrodę Prezesa Ergo Hestia Piotra M. Śliwickiego. Sukcesywnie rozwijany przez młodego artystę cykl związany jest z problematyką wzajemnych relacji takich kategorii jak: przestrzeń, ruch i czas, które funkcjonują względem ciała ludzkiego. Nie bez znaczenia jest tu również medium, którym Frank posługuje się najchętniej. Mowa tu o rysunku, który jest najbardziej pierwotnym i intuicyjnym sposobem zapisu myśli i odczuć, w tym przypadku w bezpośredni sposób przenoszącym na podłoże, wytworzony za pomocą performatywnego działania, ruch. Eksperymentalne próby Matěja Franka niewątpliwe stanowiły najmocniejszy punkt wystawy. Dlaczego? Głównie dlatego, że w prezentowanej realizacji można było wyczuć ukształtowaną już dojrzałość myśli, obecność zaplecza ideowego oraz odwagę w podejmowaniu intermedialnych rozwiązań. Ale nie tylko Matěj Frank. Uwagę zwracał również związany z krakowską Akademią Sztuk Pięknych Xavery Wolski, którego niezwykle organiczne wideo pt. Lamella – jako jedyna realizacja na wystawie – miała siłę zatrzymać uwagę odbiorcy na dłużej. W wielu przypadkach zapewne za sprawą formy, w większości jednak poprzez umiejętnie stosowane abstrakcyjnych kadrów, jak i trudno wytłumaczalną, pociągającą i odpychającą jednocześnie, cielesność przedstawień.

Całość: Format nr 73
Zdjęcia / mat. organizatora

Reklamy
%d blogerów lubi to: